MotoMarzanna 2012
Wczoraj zadość uczyniliśmy młodej w naszym lokalnym motocyklowym świecie tradycji – motocyklowego topienia Marzanny. Była to zaledwie 4 edycja ale specyficzna z powodu pogody jaka nas uraczyła.
Zima ewidentnie nie chciała ustąpić. Manifestowała swoje niezadowolenie zimnen, deszczem a nawet gradem i śniegiem.
Ale promyk słońca jaki wymsknął się jej (pewnie) niechcący wystarczył na tyle, by wzmocnić nasze bikerskie serducha i dokonać dzieła!
W tym roku zmotywowani i nie baczący na nic motocykliści pojawiali się pod kaliskim teatrem od godziny 10:30. Pizgało tak, że rodzynki się robiły we wiadomym miejscu i z wiadomych części (u bikerów) a sutki sterczały niczym wentyle od stara (u płci obojgu). Niektórzy przyjechali autami, po to by spotkać się i uczestniczyć w wydarzeniu. Sam też nie odpuściłem i z zaparowaną szybą w kasku dobiłem do zgromadzonej ekipy.
Mnóstwo nowych twarzy (chyba, że mam sklerozę), powitania, pogaduchy i narzekanie na aurę – czyli to co lubimy najbardziej ;D
Nie czekaliśmy za długo i prawie punktualnie o 11 wyruszyliśmy kawalkadą w kierunku Szwacina – miejscowości niedaleko Kalisza, gdzie czekali na nas organizujący akcję bikerzy z forum motocyklisci.kalisz.pl.
Tempo jak na paradę zaskakująco dobre, oczywiście zgodnie z przepisami RD
(przy okazji: nie wiem co za złamas wymóżdżył że po mieście jeździ się 50 km/h…. przecież kurna, szybciej moja Kochanica stoi ;D). By ekipa sprawnie przewinęła się przez arterie Kalisza w kilku miejscach musieliśmy wstrzymać ruch, przepraszając w duchu kierowców aut. Takie zachowanie często jest negatywnie komentowane w mediach ale grupie motocykli pozwala na sprawne i nierozerwane przemieszczenie. Kierowcy samochodów natomiast mogą sobie odsapnąć i popatrzeć na przepiękne maszyny i usłyszeć bez odrywania uwagi tego dźwięku ;D
Przejechaliśmy bez deszczu.
Ok 14 z godzinnym opóźnieniem z powodu pogody zmontowaliśmy się w paradę. Szybko i sprawnie przyjechaliśmy do Kalisza pod teatr, gdzie popełnione zostało przestępstwo na Zimie (suko ty!).
Nie będę się rozpisywał na temat dywagacji o samej Marzannie wśród bikerów ale mało znam „kobit”, których tak wielu nie lubi heheh.
Ze swojej strony zrobiłem jedyne co mogłem, czyli pożegnalnego „złapcycka” (a fajne miała!).
Nie było mi żal jej wcale.
Nie jestem też w stanie opisać klimatu jaki towarzyszył wszystkim tam obecnym. Dla niektórych to był pierwszy wypad w sezonie i to w taką pogodę!. Dla innych kolejny i z pewnością nie ostatni raz.
Wyczuwało się mega pozytywne wibracje jak to się określa, w sumie nie dziwota… przecież jesteśmy wszyscy bikerami.
Powrót do Szwacina równie sprawny jak poprzednie przejazdy: rach-ciach i już.
Ledwie zajechaliśmy na miejsce a już dostałem sms od koleżanki-małżonki ;D „w Kaliszu pada grad!”. O ja pierdolę! – pomyślałem sobie w duchu po czym zakląłem szpetnie niczym bosman z dowcipu.
I faktycznie.
Niebo od strony Kalisza nabrało koloru siniaka pod okiem, niczym nazajutrz po „komunikacji niewerbalnej” np. przed knajpą
. Długo nie musieliśmy czekać by grad wielkości ziarenek prażonego ryżu zaatakował nas manifestacyjnie podkreślając, że Zima jeszcze ma coś do powiedzenia i jeszcze nie utonęła.
Mało tego! – niektórzy podejrzewali, że nasz forumowy kolega Kubala (www.jakubrychlik.pl), który jest ratownikiem medycznym (uczącym nas też tej zacnej sztuki) wyciągnął MotoMarzannę i ją zreanimował!
Na szczęście ta „emalia” pogodowa nie trwała długo. Ponadto zimno nas już nie dotyczyło ponieważ klimatyczne ognicho paliło się wewnątrz „rotundy” dając ciepło oraz wkurwiający oczy dym ;D. Zjadłem mega pyszną grochówę (nie oszukaną, bo do dzisiaj unoszę się nad fotelem ;D) i karkówę z grilla. I właśnie sobie uświadomiłem, że to chyba pierwszy plenerowy grill w tym roku!
Można by sobie pomyśleć, że to już koniec.
Ale nie!
Po gradobiciu, które przegadaliśmy snując plany i marzenia na ten sezon odbyły się konkursy z nagrodami.
Główną nagrodą był kurs na prawo jazdy kat.A. Przydatna sprawa ;D -chyba. heheh.
Niemniej ważną i megazajebistą nagrodą była kurtka motocyklowa i „gadżety” do wieczornych zabaw (takie tam łerotyczne).
To tyle w sumie ze wspominek wczorajszego dnia, który zakończył się imprezą suto zakrapianą rozweselaczami.
Po raz kolejny powiem Wam – Zajebiste jest życie Bikera! ;D
fotki wykorzystane z forum: motocyklisci.kalisz.pl














